Oficjalna strona Marysi Wędzicha

Witam Was wszystkich chciałem przekazać Wam przykrą informację,
niestety Marysia zmarła 5 września 2010 roku. Dziękuję Wszystkim za udzieloną pomoc. Łukasz.

MOJA HISTORIA

Witajcie zapraszam Wszystkich do obejrzenia filmu z Marysią w roli głównej który powstał w redakcji
programu "Profil Aktywny" w Krakowskiej Telewizji Internetowej. Miłego oglądania. Łukasz. Link do filmu.

Nazywam się Marysia Wędzicha, mam 28 lat. W 2007 roku ukończyłam studia na AGH, geologię. Obecnie ze względu na chorobę jestem na zwolnieniu lekarskim. W wolnych chwilach czytam, medytuję, uwielbiam gotować, a od kilku miesięcy zupełnie pochłonęło mnie malowanie akrylami na płótnie.

Cztery lata temu, kiedy byłam jeszcze studentką, wykryto u mnie nowotwór, mięsak gładkokomórkowy (leiomyosarcoma) jelita cienkiego. Po skomplikowanej operacji poddałam się kilkumiesięcznej, intensywnej chemioterapii. Przebywałam trochę w domu, trochę w szpitalu i z łysą głową, którą skrywałam pod kolorowymi kapeluszami, zdawałam egzaminy. Tak zaliczyłam IV rok studiów z wysoką, stypendialną średnią. W grudniu wystąpiły powikłania i przeszłam zapalenie mięśnia sercowego. Moje serce już prawie nie tłoczyło krwi. Nie zdawałam sobie sprawy, że umieram. Po powrocie do domu czekał na mnie pierścionek zaręczynowy od mojego ukochanego. Ogromna chęć życia i szczęścia odmierzanego na garście sprawiły, że przeżyłam kilka cudownych miesięcy. Powrót do zdrowia, ślub i obrona pracy magisterskiej na 6.0 dały nadzieję, a raczej pewność, że czarne chmury już odeszły. Jednak już kolejna kontrolna tomografia udowodniła, że to jeszcze nie koniec walki. Nierównej walki z rakiem. Nowotwór czekał przyczajony i tworzył skupiska swoich komórek w wątrobie. Była połowa lipca 2008 roku, a Polskę zalewały promienie słońca, a ja zalana łzami pakowałam swoje piżamy do szpitala. Wiedziałam, że czeka mnie trudny, pięciogodzinny zabieg usuwania prawie połowy mojej wątroby. Pamiętam jak miesiąc po zabiegu odetchnęłam z ulgą, gdy dowiedziałam się, że nie muszę być poddawana chemioterapii. Wówczas myślałam, że to dobra wiadomość i wróciłam do pracy, do codzienności, jak gdyby nigdy nic. Dziś już wiem, że wtedy nie zostałam poddana leczeniu chemicznemu z obawy o serce i brak odpowiedniego leku na moje schorzenie. Wtedy też nauczyłam się dbać o własne ciało jak o skarb. Karmić je tylko tym, czego potrzebuje, nie zatruwać go „śmieciami”. Codzienne wyciskanie soków z warzyw i rezygnacja z cukru oraz mięsa nawet sprawiły mi przyjemność. Dały nadzieję, że przy dużej samodyscyplinie jestem w stanie zapanować nad moją chorobą. W międzyczasie regularnie się badałam, co pół roku wykonywałam tomografie komputerowe. Wtedy wydało mi się, że jeśli o siebie zadbam rak nie wróci. Jednak czwarta z kolei tomografia wykazała groźny nawrót. Już drugi. Tym razem guzy umiejscowiły się nie tylko w wątrobie, ale i w trzustce. Zaraz po diagnozie myślałam, że zostało mi już mało czasu. Dziś już tak nie myślę. Przecież nikt z nas nie wie ile dni, miesięcy czy lat nam zostało. Teraz bardziej czuję życie. Nie chcę przegapić ani jednej sekundy, bo wiem jak cenny jest nasz czas. Zawsze, nawet w najtrudniejszych chwilach, chcę walczyć do końca o swoje życie.

Dzięki pomocy Państwa, mojej rodziny i przyjaciół mogę więcej. Każda życzliwość, gest, modlitwa dają mi moc i nadzieję w tej walce. Nadal jesteście mi potrzebni.

Dziękuję za każdą, nawet najdrobniejszą pomoc.